Leatherface, Norman Bates i Buffalo Bill — tę trójkę kultowych bohaterów kina grozy łączy jedno: ich twórcy inspirowali się dokładnie tym samym człowiekiem.
Ed Gein, bo o nim mowa, zwany również „Rzeźnikiem z Plainfield”, to jeden z najsłynniejszych seryjnych morderców w historii Ameryki. Choć udowodniono mu „tylko” dwa morderstwa, zapamiętany został przede wszystkim przez makabryczne przedmioty, które odnaleziono na jego farmie, już po aresztowaniu. Abażury lamp z ludzkiej skóry, pas z sutków czy maski z twarzy zmarłych kobiet to tylko niektóre obrzydliwości, na jakie natrafiła tamtejsza policja. To mrożące krew w żyłach znalezisko odbiło się echem na całym świecie. Po latach poza wszechobecnym oburzeniem historia Geina budzi także niesamowitą ciekawość, co przekłada się na liczne dzieła sztuki zgłębiające mroczny żywot Edwarda.
„Słyszeliście, co zrobił Eddie Gein?” jest jednym z nich – to biograficzny komiks wiernie przedstawiający losy tytułowego (anty)bohatera. Przygotujcie się na gęsty, ciężki klimat oraz opowieść, która was przytłoczy, pozostawiając smutek i niesmak jeszcze na długo po jej przeczytaniu. Co ważne, autorzy nie gonią tu za tanią sensacją ani nie próbują jedynie zszokować czytelników brutalnymi obrazami i krwawą sieczką. Wręcz przeciwnie! Choć przemocy tu nie brakuje, to jednak największe okropieństwa pozostają niewidoczne, działając tym samym na naszą wyobraźnię.
Sama warstwa wizualna jest godna podziwu. Czarnobiałe kadry, oryginalna kreska przywodząca na myśl stare, hollywoodzkie produkcje filmowe i doskonałe oddanie emocji i nastrojów na twarzach bohaterów sprawiają, że odbiór tego komiksu ma jeszcze mocniejszy efekt.
Dzieło Erica Powella i Harolda Schechtera to nie tylko przekrój brutalnych występków Eda Geina, to przede wszystkim dramatyczna historia delikatnego, niesamodzielnego chłopaka dorastającego pod okiem matki, despotycznej fanatyczki religijnej, z którą łączyła go absolutnie chora relacja. Nieuchronność katastrofy w życiu Geina można wyczuć od pierwszych stron komiksu. Nikt jednak chyba nie sądził, że sprawy mogą zajść AŻ TAK DALEKO.