Poison City
Tetsuya TsutsuiGdzie przebiega granica ingerencji organów państwa w kulturę? Kiedy hasła związane z ochroną dzieci zaczynają zmieniać się w terror? Jak dalece mogą posunąć się ci, którym dano władzę nad kształtowaniem kultury? Znamy w historii przypadki, gdy rządy (a czasem i kościoły) postanawiały zająć się niepokornymi artystami i pod różnymi pretekstami starali się ukrócić wpływ nieodpowiednich książek na ludzi. Widmo nadmiernego zainteresowania i regulacji wciąż wydaje się prześladować twórców i twórczynie – widać to wyraźnie w Poison City, dwutomowej mandze Tetsuyi Tsutsuiego.
Młodemu, aspirującemu twórcy mangi udało się stworzyć intrygujący horror – coś na tyle nowego, że prowadzący go w czasopiśmie redaktor zdecydował się dać mu szansę i opublikować ją w magazynie. Poprosił jednak o niewielką zmianę, żeby nie wzbudzać niepotrzebnych negatywnych emocji wśród potencjalnych, nieprzygotowanych na taką treść czytelnikach. Gdy Hibino, szczęśliwy, wyszedł z redakcji, zauważył coś dziwnego – usuwanie z parku fontanny w kształcie sikającego chłopca, ponieważ… gorszy dzieci. Dziwi go to, ale też nie przejmuje aż tak bardzo – w końcu chodzi wyłącznie o pomnik. Niestety, okaże się, że gdy poświęcał się pracy twórczej, Japonia zmieniła się nie od poznania – dzięki wprowadzonej ustawie o ochronie dzieci specjalne ciało „eksperckie” zaczęło stosować metody i ograniczenia, jakich nie powstydziłby się żaden totalitarny reżim.
Poison City to przede wszystkim ostrzeżenie przed nadmierną ingerencją organów państwa w twórczość. Jednocześnie doskonale pokazuje, jak współcześnie odpowiednie manipulacje z pomocą mediów tradycyjnych i społecznościowych mogą przekonać cały naród do podjęcia niezwykle wątpliwych decyzji.